czwartek, 14 stycznia 2016

Impuls - Od diabelskiego instynktu do światowego czempiona ( cz. X )

Wszyscy się martwili o Impulsa. Cieszyło to, że plan francuskiego trenera się nie powiódł, ale gdyby coś się stało niezwykłemu źrebakowi to na pewno byłaby wielka strata.
- Jest pan podłym draniem, ale niech pan zapamięta, że nigdy pan go nie zdobędzie. - rzekł ostro Kuba.
- Ty mały... - nie dokończył pan Sevouie.
- Spokój ! Możecie skończyć się sprzeczać ?! - przerwał wymianę słów pan Rafał.
- Wszyscy nic nie jesteście warci. Może i go nie zdobyłem, ale i tak pewnie już po nim. A teraz wynoszę się z tej wiochy. - podsumował trener i odszedł.
Tymczasem Impuls przebywał w lesie. Cały czas biegł jak szalony przed siebie. Zatrzymał się dopiero przy wysokiej leśnej skarpie, pod którą płynął potok. Rozglądał się dookoła jak zagubiony i nierozgarnięty. W jego oczach można było zauważyć strach. Padało na niego światło słoneczne prześwitujące przez korony drzew. Postanowił po dłuższej chwili zejść na dół do potoku, żeby się napić.
Po napiciu się ruszył w dalszą wędrówkę. Gdy podróżował zupełnie mu nieznanymi ścieżkami patrolował każdą stronę. Nagle ujrzał łąkę, na której królowały wysokie trawy. Podbiegł do kilku maków, których czerwień była widzialna już z daleka. Położył się i spojrzał się w niebo. Widać było, że jest smutny, ale miał zamiar przemierzać bezkresne pola, gęste bory dopóki nie odnajdzie swojej rodzinnej wsi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz