środa, 13 stycznia 2016

Świąteczna przygoda ( cz. IX )

Dawid cały czas się nie odzywał. Na początku myślałem, że przyjdzie mnie przeprosić za to, że tak po prostu sobie wyszedł od razu po tej całej sytuacji, ale najwidoczniej się pomyliłem. A dni mijały, mijały... Nie mogę powiedzieć, że mi się nudzi, bo przecież codziennie razem z Cookiem odwiedzam " Kła ", a w szkole cały czas coś robię. Zacząłem się zastanawiać czy ktokolwiek zrozumie to, że wilk jest niegroźny. Cieszyłem się, że już piątek wieczorem. Przede mną cały weekend wolności. Postanowiłem pójść spać wcześnie, bo już rano chciałem iść odwiedzić wilka. Gdy obudziłem się to najpierw spojrzałem na zegarek, a potem w kierunku psiego legowiska. Podszedłem do psiaka i obudziłem go:
- Halooo.... No, Cookie, wstawaj ! " Kieł " już czeka !
Natomiast on tylko mruknął, wyciągnął łapy i wstał. Skierowaliśmy się następnie do sypialni moich rodziców:
- Mamo, tato... - próbowałem ich obudzić.
Po chwili pies zaczął szczekać.
- Cookie, przestań !!! - odezwała się mama.
- Idę z Cookiem na sanki.
- Tylko zjedz śniadanie i ubierz się. - westchnęła mama.
Na śniadanie postanowiłem pokroić jabłko, banana, winogrona, i śliwki i zrobić coś podobnego do sałatki owocowej.
Labradorowi nasypałem poranną porcję suchej karmy do jego miski, która stała w kuchni koło lodówki. Szybko ubrałem się, umyłem zęby, wziąłem sanki i podążyłem z moim psim towarzyszem do pobliskiego lasu. Nagle zobaczyłem jakiegoś chłopaka biegnącego leśną ścieżką i to w stronę naszej " bazy ".
- Zatrzymaj się ! Gdzie biegniesz ? - zapytałem.
Natomiast zaczął przyspieszać. Mogłem zaczynać mieć obawy... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz